polskasluzbazdrowia
  Sprawy prokuratorskie i sądowe w służbie zdrowia
 

Od początku 2011 roku mnożą się sprawy przeciwko pracownikom publicznej służby zdrowia. Akt oskarżenia przeciw lekarzowi i jego współpracownikowi, którzy wystawili prawie 1300 fałszywych zwolnień lekarskich wpłynął do Sądu Rejonowego w Szczecinie - poinformowała w piątek PAP rzeczniczka tamtejszej prokuratury okręgowej Małgorzata Wojciechowicz. Z kolei byli dyrektorzy lub kierownicy kilku placówek służby zdrowia staną przed sądem. Łódzka prokuratura zarzuca im przyjęcie łapówek od firm zajmujących się diagnostyką laboratoryjną. Tymczasem prokurator nie dopatrzył się znamion przestępstwa spowodowanych przez szefową gdańskiego NFZ Barbarę Kawińską, wicedyrektor Krystynę Kłosin i prezesa centrali NFZ Jacka Paszkiewicza.

Pierwsza sprawa dotyczy Szczecina. Lekarz Jerzy M., który prowadził prywatny gabinet usłyszał zarzuty wystawienia ponad 100 zwolnień lekarskich potwierdzających nieprawdę.

Zwolnienie na życzenie

Za wystawienie "lewego" zwolnienia miał brać od 100 do 200 zł - w zależności od długości zwolnienia.

Jego współpracownik - Marek S. korzystał z blankietów i pieczątek lekarza. Za wystawienie zwolnienia brał ok.30 zł.

"Usłyszał on łącznie 1144 zarzuty: 1141 dotyczyło wystawiania fałszywych zwolnień, a trzy dokonania oszustwa" – powiedziała Wojciechowicz.

Jerzy M. nie przyznaje się do winy. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Marek S. chce dobrowolnie poddać się karze, Złożył wniosek o wyrok dwóch lat i ośmiu miesięcy więzienia, bez przeprowadzenia rozprawy.

W mieście Łodzi służbie zdrowia korupcja szkodzi

Sprawy patologiczne wiązane ze służbą zdrowia dzieją się także w województwie Łódzkim. Byli dyrektorzy lub kierownicy kilku placówek służby zdrowia staną przed sądem. Łódzka prokuratura zarzuca im przyjęcie łapówek od firm zajmujących się diagnostyką laboratoryjną.


Sprawa dotyczy śledztwa prowadzonego przez łódzką prokuraturę apelacyjną w sprawie korupcji w służbie zdrowia w latach 1999-2007. Chodzi o nieprawidłowości w procesie funkcjonowania usług laboratoryjnych w publicznych ZOZ-ach na terenie kraju, organizacji przetargów na dostawę sprzętu medycznego i odczynników oraz konkursów związanych z tzw. outsourcingiem.

Akt oskarżenia wobec tych dziewięciu osób trafił do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia - poinformował rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi Jarosław Szubert. Prokuratura zarzuca im żądanie i przyjęcie korzyści majątkowych w kwocie od 40 zł do 230 tys. zł od podmiotów świadczących usługi w zakresie diagnostyki laboratoryjnej bądź dostarczających odczynniki do badań w tych placówkach.

Wśród oskarżonych jest m.in. b. dyrektor szpitala w Śremie Tomasz G. Prokuratura zarzuca mu żądanie i przyjęcie w 2007 roku co najmniej 70 tys. zł od przedstawicieli podmiotów gospodarczych w związku z konkursem ofert na udzielenie świadczeń zdrowotnych w zakresie diagnostyki laboratoryjnej i najmem pomieszczeń.

Inny oskarżony to były dyrektor Ośrodka Specjalistycznych Usług Medycznych w Poznaniu Mariusz J. Według śledczych, miał on żądać i przyjąć od jednej z firm co najmniej 230 tys. zł w zamian za obietnicę dalszej realizacji umów w zakresie diagnostyki laboratoryjnej oraz wygrywania przetargów organizowanych przez Ośrodek.

B. szef Ośrodka - zdaniem prokuratury - miał przyjąć taką kwotę w związku z przetargiem z 2005 roku na dostawę odczynników i dzierżawę sprzętu laboratoryjnego oraz konkursem ofert z 2006 roku na świadczenie usług w zakresie diagnostyki, najem pomieszczeń i dzierżawę sprzętu.

Obok niego na ławie oskarżonych zasiądzie także była kierownik laboratorium Ośrodka Dorota G., której zarzuca się m.in. doprowadzenie w 2006 roku do wygrania przetargu na outsorcing laboratorium przez ustaloną wcześniej firmę. W zamian miała ona - według śledczych - być zatrudniona w laboratorium z wynagrodzeniem 6 tys. zł, procentowy udziału w wypracowanych przez laboratorium zyskach i otrzymać samochód służbowy.

Akt oskarżenia wobec dziewięciu osób trafił do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia - poinformował PAP rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi Jarosław Szubert. Prokuratura zarzuca im żądanie i przyjęcie korzyści majątkowych w kwocie od 40 zł do 230 tys. zł od podmiotów świadczących usługi w zakresie diagnostyki laboratoryjnej bądź dostarczających odczynniki do badań w tych placówkach.

Wśród oskarżonych jest m.in. b. dyrektor szpitala w Śremie Tomasz G. Prokuratura zarzuca mu żądanie i przyjęcie w 2007 roku co najmniej 70 tys. zł od przedstawicieli podmiotów gospodarczych w związku z konkursem ofert na udzielenie świadczeń zdrowotnych w zakresie diagnostyki laboratoryjnej i najmem pomieszczeń.

Inny oskarżony to były dyrektor Ośrodka Specjalistycznych Usług Medycznych w Poznaniu Mariusz J. Według śledczych, miał on żądać i przyjąć od jednej z firm co najmniej 230 tys. zł w zamian za obietnicę dalszej realizacji umów w zakresie diagnostyki laboratoryjnej oraz wygrywania przetargów organizowanych przez Ośrodek.

B. szef Ośrodka - zdaniem prokuratury - miał przyjąć taką kwotę w związku z przetargiem z 2005 roku na dostawę odczynników i dzierżawę sprzętu laboratoryjnego oraz konkursem ofert z 2006 roku na świadczenie usług w zakresie diagnostyki, najem pomieszczeń i dzierżawę sprzętu.

Obok niego na ławie oskarżonych zasiądzie także była kierownik laboratorium Ośrodka Dorota G., której zarzuca się m.in. doprowadzenie w 2006 roku do wygrania przetargu na outsorcing laboratorium przez ustaloną wcześniej firmę. W zamian miała ona - według śledczych - być zatrudniona w laboratorium z wynagrodzeniem 6 tys. zł, procentowy udziału w wypracowanych przez laboratorium zyskach i otrzymać samochód służbowy.

Przed sądem staną także m.in. b. dyrektor SP Szpitala Klinicznego nr 1 we Wrocławiu Maciej K. i b. zastępca dyrektora tej placówki Grzegorz K. Zarzuca się im żądanie i przyjęcie - w 2000 roku lub rok wcześniej - od jednej z firm dzierżawiącej sprzęt laboratoryjny, korzyści majątkowej w postaci procentu od ceny zakupu odczynników laboratoryjnych koniecznych do używania sprzętu. Maciej K. - zdaniem prokuratury - miał przyjąć 5 tys. zł, a Grzegorz K. - 6 tys. zł łapówki.

Wśród oskarżonych są także: b. kierownik laboratorium w IV Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką we Wrocławiu Jacek M. i b. szef laboratorium w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Legnicy - Marek M.

Pierwszemu z nich łódzka prokuratura zarzuca żądanie i przyjęcie 40 tys. zł łapówek m.in. za wpływanie na przebieg przetargu umożliwiające wygranie go przez określoną firmę. Drugi z mężczyzn miał przyjąć od jednej z firm 10 tys. zł w zamian za obietnicę dalszego realizowania umów w zakresie diagnostyki laboratoryjnej. Według prokuratury, za obietnicę zatrudnienia na stanowisku kierownika laboratorium Marek M. miała także wpływać na przebieg przetargu tak, by wygrała go określona firma. Miał za to otrzymać także w użytkowanie samochód wart ponad 70 tys. zł.

Oskarżonym grożą kary nawet do 10 lat więzienia.

To trzeci akt oskarżenia dot. tego śledztwa, który trafił do sądów. Wcześniej łódzka prokuratura oskarżyła cztery osoby w tzw. łódzkim wątku śledztwa (proces w tej sprawie toczy się przed łódzkim sądem) oraz siedem osób - w tym b. wiceministra zdrowia Jarosława Pinkasa - w wątku mazowieckim. W całym postępowaniu podejrzanych jest ponad 50 osób.

Śledztwo dotyczy nieprawidłowości związane z działalnością spółek branży diagnostyki laboratoryjnej: DPC Polska, Diag System oraz Diagnostyka z Krakowa. Według prokuratury: przedstawiciele firm, w zamian za korzystne rozstrzygnięcia konkursów dotyczących przejęcia laboratoriów szpitalnych w całym kraju oraz przetargów na dostawę sprzętu medycznego i odczynników laboratoryjnych, wręczali korzyści majątkowe i osobiste pracownikom publicznych ZOZ. Łapówki wynosiły od kilkudziesięciu złotych do kilkuset tysięcy zł. Oprócz pieniędzy, przyjmowano także korzyści m.in. w postaci sprzętu elektronicznego. Wśród podejrzanych są osoby pełniące kierownicze funkcje w spółkach medycznych, przedstawiciele handlowi tych spółek, dyrektorzy szpitali oraz kierownicy laboratoriów szpitalnych, a także m.in. funkcjonariusz policji i lekarze.

Pomorze - prokurator pomoże

Doniesienie o spowodowaniu przez szefową gdańskiego NFZ Barbarę Kawińską, wicedyrektor Krystynę Kłosin i prezesa centrali NFZ Jacka Paszkiewicza ryzyka "utraty życia albo ciężkiego uszczerbku dla zdrowia" złożyła grupa pacjentów kardiologii ze szpitala w Gdyni Redłowie. Powodem była odmowa zakontraktowania przez NFZ świadczeń na ten rok w trzech trójmiejskich szpitalach.

- Prokurator nie dopatrzył się w działaniach kierownictwa funduszu znamion przestępstwa - wyjaśnia szef oliwskiej prokuratury, prok. Cezary Szostak. - Nie można w tym przypadku mówić o bezpośrednim niebezpieczeństwie. Ponadto w zakresie obowiązków pracowników NFZ było wydanie takiej decyzji . Prokurator nie ma uprawnień, by ocenić, czy decyzja była ona słuszna, czy niesłuszna.

Postanowienie prokuratury dotarło już do pokrzywdzonych pacjentów, którzy "działając w imieniu i z upoważnienia kilkunastu tysięcy mieszkańców Gdyni i Sopotu" wystosowali do Wydziału Karnego gdańskiego Sądu Rejonowego zażalenie na tę decyzję.

 

- Nie możemy pozwolić, by tak poważną sprawę zamieciono pod dywan - mówi Leszek Kędzierski, jeden z sygnatariuszy doniesienia do prokuratury. - Chociaż w dodatkowym postępowaniu konkursowym gdyńska kardiologia otrzymała część potrzebnych pieniędzy, liczymy, że sąd uwzględni nasze zażalenie i doprowadzi do porządnego zbadania kulis działań funduszu.

 

Skarżący zwracają uwagę, że prokurator przed wydaniem odmowy nawet nie przesłuchał świadków. Nie uwzględnił też opinii konsultantów krajowego i wojewódzkiego w dziedzinie kardiologii, którzy jednoznacznie uznali, że decyzja NFZ o nieprzyznaniu środków finansowych na działalność Oddziału Kardiologii Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej, Szpitala Morskiego im. PCK w Gdyni i Przyszpitalnej Poradni Kardiologicznej w Gdyni grozi "wzrostem śmiertelności".

 

Nadal nie jest rozstrzygnięty los kardiologii w Gdańsku. We wtorek w Warszawie, podczas rozmowy dyr. Barbary Kawińskiej z prezesem NFZ Jackiem Paszkiewiczem, mogą zapaść decyzje, dotyczące funkcjonowania kardiologii w Pomorskim Centrum Traumatologii i w szpitalu studenckim.

 

Jeszcze przed świętami prezes NFZ miał obiecać pomorskiemu marszałkowi Mieczysławowi Strukowi, że znajdzie 5 mln złotych na uratowanie obu gdańskich oddziałów. Jednak z wypowiedzi dyr. Kawińskiej wynika, że przyznanie dodatkowych pieniędzy nie musi oznaczać, że trafią one do gdańskich szpitali.

 

- Chociaż nie mamy kontraktu, nadal leczymy chorych - mówi dr Zbigniew Łajkowski, ordynator kardiologii w PCT. - Rozliczamy się z NFZ po kosztach, wysyłając faktury za każdego pacjenta. Nie jestem w stanie powstrzymać naporu ludzi, którzy wymagają pomocy kardiologicznej. Najważniejsze są zdrowy rozsądek i przysięga Hipokratesa. Jeśli wskutek ich odesłania dojdzie do tragedii, prokurator nie będzie weryfikował, czy i w jakim stopniu przyczynił się do tego NFZ.

 

Źródła: PAP, Gazeta, Dziennik Bałtycki






Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość:

 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 11 odwiedzający Warszawa 2010  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Apteka Internetowa